Author: Alicja

Mleko początkowe od A do Z

Nie istnieje wiele przeciwwskazań przeciw naturalnemu karmieniu i niemal truizmem wydaje się stwierdzenie, że najzdrowszym pokarmem jest mleko matki. Istnieją jednak w życiu kobiet takie sytuacje, które zmuszają do sięgnięcia po produkty zmodyfikowane. Czasami więc, zamiast podkreślać nadrzędną rolę matczynej piersi, należy podpowiedzieć kobietom, czym kierować się w doborze mleka początkowego.

Na początku warto podkreślić, że wszystkie dostępne w Polsce pokarmy modyfikowane przeznaczone dla noworodków i niemowląt muszą spełniać ścisłe normy. Określa je unijny przepis, tzw. Dyrektywa Komisji z 14 maja 1991 roku o mleku początkowym i mleku następnym (91 1321 IEEC). Kupując więc w aptece, czy nawet drogerii lub hipermarkecie, nie obawiaj się: skład tego rodzaju produktów został dokładnie przebadane przez specjalistów. Na pewne rzeczy jednak należy zwrócić uwagę, zanim zdecydujemy sięgnąć po konkretne opakowanie.

Oznaczenia

Dla najmłodszych – niemowląt poniżej 4 miesiąca życia, choć najbezpieczniej uznawać, że dolna granica to 6 miesięcy – przeznaczone są tzw. mleka początkowe. Muszą być one oznaczą literką 1. Tylko one dostosowane są do niedojrzałego jeszcze układu pokarmowego maluszka.

Oznaczeniem, na które niektórzy zwracają szczególną uwagę, jest podana na opakowaniu informacja na temat certyfikatu „bio” i „eko”. Wbrew pozorom świat wcale nie da się bezkarnie umieszczać tych napisów gdziekolwiek. Przeciwnie: za oznaczenie jako „bio” produktu innego niż tego, który powstał z wyselekcjonowanych surowców (produktów rolnictwa niekonwencjonalnego), grozi surowa kara finansowa. Niestety: każde jedzenie produkowane przemysłowo jest względnie tanie, za ekologiczne z kolei musimy zapłacić więcej.

Alergia? A może kolka?

Mleka początkowe różnią się od siebie składem. Najlepiej, jeśli konkretną markę skonsultujemy z lekarzem-pediatrą. Jeśli specjalista nie wskaże nam producenta, zawsze może określić typ mleka. Dla przykładu, jedna z bardziej znanych firm na rynku, Bebilon, oferuje zarówno mleka „zwykłe”, jak i produkty specjalne. Wiele innych marek robi to samo.

Wśród pożywienia dostosowanego do potencjalnych problemów wyróżnić można:

  • Mleko początkowe dla wcześniaków, zawierające takie składniki odżywcze, które pozwalają wyrównać niedobry spowodowane przedwczesnym urodzeniem (szczególnie ważne są tu wielonienasycone kwasy tłuszczowe);
  • Mleko początkowe dla małych alergików, tych, którzy nie tolerują mleka krowiego, głównego składnika „pokarmu zastępczego” – białka są tu poddawane hydrolizie znacznego stopnia, dzięki czemu są lepiej przyswajalne. Produkty tego rodzaju powinny być jednak stosowane pod kontrolą lekarza;
  • Mleko dostosowane do problemu kolki – te produkty zawierają wszystkie niezbędne witaminy i minerały, ale białko ma mniej laktozy, dzięki czemu jest lepiej tolerowane przez układ pokarmowy;
  • Mleko dla dziecka z tendencją do ulewań, które zawiera składniki zagęszczające pokarm w żołądku dziecka, co pomaga pozbyć się lub złagodzić problem.

Jak uczyć dziecko czytać?

Świat liter na ogół jest dla malucha tym obszarem, który chce on poznać bez specjalnej zachęty. Kiedy jednak okazuje się, że czytanie i pisanie nie jest tak proste, jak – na przykład – pozbawione sztywnych reguł rysowanie, dziecko może się zniechęcić. Najważniejsza zasada w nauce literek, skierowana oczywiście do rodziców, brzmi: pomóż, ale nie przymuszaj. Kiedy jednak dostrzeżesz zainteresowanie słowem pisanym – reaguj natychmiast!

Gotowość na przyswojenie sobie liter i na naukę sztuki czytania nie następuje nagle. Przeciwnie, jest to element złożonego procesu, w skład którego wchodzi umiejętność koncentracji uwagi, dostrzegania szczegółów, czy też rozwinięta już w dużym stopniu pamięć. To dlatego zdarza się tak, że czasami płynnie będzie czytać dziecko przed ukończeniem piątego roku życia, a nieskładnie – jego kolega sześciolatek. O ile jednak na dosłownie rozumianą naukę czytania dziecko musi poczekać na osiągnięcie indywidualnej dojrzałości, o tyle podstawy służące temu, aby później łatwo przyswajać treści związane z alfabetem (a nawet ortografią) są dla każdego podobne.

Literki są wszędzie!

Czytanie maluchowi jest ważne z wielu powodów. Jednym z nich jest przyzwyczajanie dziecka od małego do myśli, że dzięki literkom może lepiej „zapanować” nad własnym światem. Łatwo wykazać, że nauka czytania w domach, w których dziecko nie słuchało głosu mamy czy taty (widząc jednocześnie, że ich wzrok podąża za ciągiem tajemniczych znaków) przychodzi trudniej. Od małego powinniśmy brać dziecko na kolana lub sadzać obok siebie, pokazywać mu nie tylko obrazki, ale także alfabet. Bardzo szybko umysł zaczyna kojarzyć kształt litery z tak zwanym „słowem podstawowym”. Dziecko wie, jak wygląda „m” kojarzone z występującym w książeczkach słowem „mama”, wie, że tam gdzie jest kotek, pojawia się „k” lub „t”.

Glottodydaktyka, czyli głoski przede wszystkim

Większość dzieci zaczyna naukę w sposób nieświadomy za pomocą opisanego powyżej „obcowania” z literami od najmłodszych lat. Część małych umysłów wymaga jednak innej taktyki, a już najlepiej – taktyki mieszanej. Poza literowaniem i kojarzeniem znaku ze słowem podstawowym, uczyć musimy także prawidłowego wymawiania fonetycznego zapisu słowa. Mówiąc prościej, wskazując literę „t” jak „tata” musimy wymawiać ją fonetycznie: nie jako „te”, nie jako „ty”, a jako „czyste” przedniojęzykowo-zębowe „t”. Kiedy natomiast – w myśl założeń glottodydaktyki, coraz popularniejszej metody pozwalającej czytać dziecku płynniej – pokazujemy słowo „tata”, warto podzielić je na sylaby i nauczyć wymawiania łącznego zapisu spółgłoski „t” z samogłoską „a”. Dziecko samo odkryje, że podobieństwo zgłoski „ka” i „ta” kryje się w jednej literce.

Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa

Najważniejsze w procesie ciągłości nauczania jest przeplatanie nauki z zabawą. Niech dziecko otrzyma od nas literki przyklejane, literki-klocki, literki-szablony (wraz z kolorowymi, cienkimi długopisami do ich odrysowywania). Zachęćmy go do tytułowania obrazków, do złożenia własnego podpisu na kartce świątecznej do babci, a wreszcie – do czytania na głos nam, rodzicom. Tylko w połączeniu ze wspólną zabawą nauka okaże się sukcesem.